617 TON POMOCY WJECHAŁO DO GAZY. CO Z NIEJ TRAFIA DO JEDNEJ RODZINY?
617 ton żywności wjechało do Strefy Gazy na początku października 2026 roku. Pięć konwojów humanitarnych ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Łącznie 55 ciężarówek przewiozło 617 ton żywności i materiałów niezbędnych do zapewnienia schronienia. To prawdziwa, potrzebna pomoc. Każdy transport z żywnością, lekami czy materiałami pozwalającymi zabezpieczyć prowizoryczne schronienia ma ogromne znaczenie dla ludzi, którzy od lat żyją w dramatycznych warunkach.
Ale jest jeszcze druga strona tych informacji. Kiedy czytamy o setkach ton pomocy, łatwo odnieść wrażenie, że sytuacja mieszkańców Gazy zaczyna się poprawiać. Że skoro ciężarówki przekraczają granicę, rodziny otrzymują wszystko, czego potrzebują do życia. Tymczasem liczba ton pomocy, która wjechała do Strefy Gazy, nie mówi nam jeszcze, ile żywności trafiło do konkretnej rodziny, na jak długo jej wystarczy i czego nadal będzie brakować.
My patrzymy na tę sytuację przede wszystkim oczami rodzin, którymi opiekujemy się od 2024 roku. I ich codzienność wygląda zupełnie inaczej niż liczby podawane w medialnych nagłówkach.
Rozejm wciąż nie oznacza spokoju
3 października, w tym samym tygodniu, w którym informowano o kolejnych transportach pomocy humanitarnej, izraelski atak na budynek mieszkalny w dzielnicy Rimal w mieście Gaza zabił co najmniej pięć osób. To kolejna tragedia pokazująca, że rozejm nie oznacza jeszcze bezpieczeństwa dla ludności cywilnej.
Dla rodzin, którym pomagamy, niepewność nie jest czymś, o czym czytają w wiadomościach. Jest częścią ich codziennego życia. Nie wiedzą, czy miejsce, w którym dziś śpią, jutro nadal będzie bezpieczne. Nie mają pewności, czy uda im się zdobyć jedzenie, wodę lub lekarstwa. Nie wiedzą również, czy kolejnego dnia nie będą musiały ponownie szukać miejsca, w którym mogłyby rozstawić swój namiot.
W takich warunkach trudno mówić o powrocie do normalnego życia.
Bo nawet jeśli pomoc humanitarna dociera do Gazy, nie usuwa to wszystkich zagrożeń, z którymi każdego dnia mierzą się jej mieszkańcy. Żywność jest niezbędna, ale równie potrzebne są bezpieczne schronienie, dostęp do opieki medycznej i możliwość zaspokajania najbardziej podstawowych potrzeb.
Postawiliśmy nowy namiot dla rodziny pani Maram
Co jest w paczce z pomocy systemowej?
Rodziny mieszkające w obozach, z którymi pozostajemy w stałym kontakcie, otrzymały ostatnio paczki żywnościowe. Zapytaliśmy, co dokładnie się w nich znajdowało. Według przekazanych nam relacji były to:
- 25 kg mąki,
- 3–4 kg ryżu,
- 1–2 kg soczewicy,
- około 1–1,5 kg makaronu,
- 1 litr oleju.
I to wszystko.
Nie chcemy umniejszać wartości tej pomocy. Dla rodziny, która nie ma pieniędzy na zakup jedzenia, nawet worek mąki czy kilka kilogramów ryżu ma ogromne znaczenie. Pozwala przygotować posiłek i przez pewien czas ograniczyć głód. Spróbujmy jednak spojrzeć na zawartość takiej paczki z perspektywy matki, która musi codziennie nakarmić kilkoro dzieci.
Z mąki można upiec chleb lub przygotować prostą potrawę. Ryż, soczewica i makaron również pozwalają przyrządzić posiłki. Jednak sama obecność tych produktów nie oznacza, że rodzina ma zapewnione pełnowartościowe wyżywienie.
W paczce nie ma warzyw, owoców, nabiału ani mięsa. Nie ma również artykułów higienicznych, podpasek, środków czystości czy zeszytów potrzebnych dzieciom do szkoły.
Wszystko to rodziny muszą zdobywać we własnym zakresie, najczęściej kupując na lokalnym rynku, gdzie ceny wielu podstawowych produktów pozostają bardzo wysokie. A przecież rodzina potrzebuje czegoś więcej niż samej mąki i ryżu. Dzieci potrzebują zróżnicowanej diety, osoby chore odpowiedniego pożywienia i leków, a kobiety podstawowych środków higienicznych.
Paczka żywnościowa jest więc pomocą, ale nie rozwiązuje wszystkich problemów. Nie zastępuje dochodu, którego większość rodzin została pozbawiona, ani możliwości samodzielnego zaspokajania codziennych potrzeb.
Bez drewna, bez opału
Jest jeszcze jeden problem, o którym rzadko wspomina się przy okazji informacji o dostawach żywności. Żeby ugotować ryż, soczewicę czy przygotować posiłek z mąki, trzeba mieć na czym to zrobić. W normalnych warunkach nie zastanawiamy się nad tym szczególnie długo. Włączamy kuchenkę, stawiamy garnek i przygotowujemy obiad.
W obozach w Gazie nawet ta prosta czynność może stanowić ogromne wyzwanie.
Rodziny, z którymi rozmawiamy, opowiadają o braku drewna i opału. Aby rozpalić ogień, wykorzystują więc wszystko, co uda im się znaleźć: papier, kartony, opakowania po żywności, a nawet opakowania po chipsach i inne odpady. Spalanie takich materiałów oznacza wdychanie dymu, który może zawierać szkodliwe substancje. Szczególnie narażone są dzieci, osoby starsze i ludzie z problemami zdrowotnymi.
Zbieraniem materiałów nadających się do spalenia często zajmują się właśnie dzieci. Chodzą po wysypiskach i miejscach, w których gromadzone są śmieci. Szukają kartonów, papieru i wszystkiego, co pozwoli rodzinie rozpalić choćby niewielki ogień. Przy okazji szukają także jedzenia. Warzyw wyrzuconych przez sprzedawców, produktów, których nikt już nie chciał kupić, i resztek, które można jeszcze wykorzystać.
Trudno pogodzić się z myślą, że dziecko musi przeszukiwać śmieci, aby jego rodzina mogła przygotować obiad. A jednak takie historie słyszymy od osób, którym pomagamy.
Jedną z nich jest historia matki pozostającej pod opieką naszej fundacji. Jej codzienną walkę o jedzenie dla dzieci opiszemy w osobnym artykule.
Obozy się kurczą
Otrzymanie pomocy żywnościowej często wiąże się z przebywaniem w miejscu objętym określonym systemem dystrybucji. Dla rodzin mieszkających w obozach oznacza to przynajmniej szansę na otrzymanie podstawowych produktów.
Ale co dzieje się wtedy, kiedy rodzina musi opuścić obóz?
Z relacji naszych podopiecznych wynika, że niektóre obozowiska są zmniejszane, a część zamieszkujących je rodzin musi szukać nowego miejsca. Przeprowadzka nie oznacza jednak znalezienia bezpiecznego domu. Najczęściej jest to po prostu przeniesienie namiotu w inne miejsce, bez gwarancji dostępu do żywności, wody czy pomocy humanitarnej.
Tak było w przypadku pani Maram i jej dzieci.
Kiedy obóz, w którym mieszkała rodzina, został zmniejszony, musieli go opuścić. Nowy namiot, który udało nam się dla nich zapewnić, stanął już poza dotychczasowym obozowiskiem, w Nusseirat. To dla nich niezwykle ważna pomoc. Mają miejsce, w którym mogą się schronić i spróbować odbudować choćby namiastkę codziennego życia. Ale wraz z opuszczeniem obozu pojawił się kolejny problem: brak dostępu do paczek żywnościowych wydawanych w dotychczasowym miejscu pobytu.
Rodzina nadal potrzebuje jedzenia, wody, leków i środków higienicznych. Nadal musi każdego dnia przygotować posiłek i zadbać o dzieci. Tyle że teraz nie może już liczyć nawet na tę podstawową paczkę, którą wcześniej otrzymywała.
Namiot daje schronienie. Nie zapewnia jednak jedzenia ani środków potrzebnych do życia.
I właśnie dlatego pomoc rodzinom nie może kończyć się wyłącznie na przekazaniu namiotu czy jednorazowej paczki.
Jak pomagamy
Na liście naszej fundacji znajduje się obecnie 58 rodzin ze Strefy Gazy. Za każdą z tych rodzin kryje się konkretna historia, konkretne potrzeby i ludzie, z którymi od wielu miesięcy pozostajemy w kontakcie. Są wśród nich rodziny z małymi dziećmi, osoby chore, matki samodzielnie próbujące zapewnić swoim dzieciom bezpieczeństwo oraz ludzie, którzy w wyniku wojny stracili niemal wszystko.
Od 2024 roku staramy się pomagać im w sposób, który odpowiada na ich rzeczywiste potrzeby. Dlatego, oprócz paczek żywnościowych dla rodzin, do których możemy dotrzeć dzięki naszym wolontariuszom, jedną z najważniejszych form naszego wsparcia jest przekazywanie rodzinom pomocy finansowej. Dlaczego właśnie pieniędzy?
Ponieważ to rodzice najlepiej wiedzą, czego w danym momencie potrzebują ich dzieci.
Dla jednej rodziny najpilniejszy może być zakup żywności. Dla innej opłacenie leków, transportu do szpitala lub wody. Ktoś inny potrzebuje mleka dla niemowlęcia, podpasek, ubrań albo podstawowych środków higienicznych. Nie chcemy podejmować wszystkich decyzji za rodziny, którym pomagamy.
Chcemy dawać im możliwość samodzielnego zdecydowania, na co przeznaczą otrzymane wsparcie.
Pomoc przekazujemy za pośrednictwem naszych wolontariuszy pracujących na miejscu, którzy pozostają w bezpośrednim kontakcie z podopiecznymi i pomagają dostarczyć środki do rodzin. Dzięki temu możemy reagować na konkretne sytuacje i potrzeby, o których jesteśmy informowani.
Przykład takiego wsparcia opisaliśmy również tutaj.
Musimy jednak powiedzieć również o czymś znacznie trudniejszym.
Obecnie nie mamy zapewnionych stałych darowizn, które pozwalałyby nam regularnie wspierać rodziny w Gazie. To oznacza, że nie jesteśmy w stanie przekazywać wszystkim naszym podopiecznym pomocy tak często, jak tego potrzebują. Reagujemy przede wszystkim na sytuacje najpilniejsze, kiedy zagrożone jest zdrowie, bezpieczeństwo lub możliwość zaspokojenia najbardziej podstawowych potrzeb. Nie jest to model pomocy, jaki chcielibyśmy realizować.
Rodzina, która ma kilkoro dzieci, nie potrzebuje jedzenia wyłącznie wtedy, gdy sytuacja stanie się dramatyczna. Potrzebuje go każdego dnia. Osoba przewlekle chora nie może przyjmować leków tylko w tych miesiącach, w których uda nam się zebrać odpowiednią kwotę.
Dlatego z ogromnym żalem musieliśmy podjąć decyzję, że na ten moment nie przyjmujemy nowych rodzin pod stałą opiekę fundacji. Wiemy, jak wiele osób potrzebuje wsparcia. Otrzymujemy wiadomości od rodzin, które proszą nas o pomoc, i rozumiemy ich sytuację. Jednak przyjmowanie kolejnych podopiecznych bez możliwości zapewnienia pomocy tym, którzy już od dawna na nas liczą, byłoby z naszej strony nieodpowiedzialne. Nie chcemy składać obietnic, których nie będziemy w stanie dotrzymać.
Możesz to zmienić
617 ton pomocy humanitarnej to ogromna ilość. Ale za każdą informacją o kolejnych konwojach są również rodziny, które nadal próbują zdobyć pieniądze na zakup jedzenia, lekarstw czy wody.
My znamy część tych rodzin. Znamy ich historie, widzimy warunki, w których żyją, i wiemy, z jakimi problemami zwracają się do naszych wolontariuszy.
Chcielibyśmy móc pomagać im systematycznie, a nie tylko wtedy, kiedy sytuacja staje się krytyczna. Do tego jednak potrzebujemy regularnego wsparcia. Stała darowizna, nawet 10 zł miesięcznie, ma znaczenie.
Nie dlatego, że za 10 zł zapewnimy jednej rodzinie wszystkie potrzebne produkty. Ale dlatego, że wiele niewielkich, regularnych wpłat tworzy fundusz, z którego możemy planować pomoc.
Zamiast za każdym razem rozpoczynać zbiórkę od zera, możemy wcześniej zabezpieczyć środki na najpilniejsze potrzeby naszych podopiecznych. Możemy działać spokojniej, szybciej i skuteczniej.
Nie prosimy o wielkie kwoty. Prosimy o systematyczność, która pozwoli nam nie pozostawiać rodzin bez odpowiedzi wtedy, kiedy najbardziej potrzebują naszej pomocy.
Bo za każdą toną pomocy jest człowiek. A za każdą z naszych 58 rodzin — ludzie, którzy chcieliby po prostu mieć pewność, że jutro będą mieli co dać swoim dzieciom do jedzenia.
Jeśli możesz, dołącz do grona osób, które regularnie wspierają nasze działania w Strefie Gazy.
Pomóż nam zamienić jednorazową pomoc w stałe wsparcie.
Dla nas to zwykłe zakupy. Dla nich — szansa na normalny posiłek.
Świeże warzywa, owoce, jajka czy inne podstawowe produkty spożywcze dla wielu rodzin w Gazie pozostają trudno dostępne.
Twoja darowizna pozwala nam kupować żywność dla dzieci i ich rodzin oraz odpowiadać na ich najpilniejsze potrzeby.
Nie musisz pomagać wielką kwotą. Każda wpłata ma znaczenie, a regularne wsparcie pozwala nam planować pomoc z wyprzedzeniem.
Źródła: dane o konwojach: Sharjah24, 4.10.2026, Gulf News; atak 3.10.2026: Al Jazeera, Al Arabiya. Zawartość paczki: relacje rodzin pod opieką fundacji. Zdjęcia: archiwum fundacji. Emirates News Agency — konwoje z 4 października 2026
